Rodzicielstwo niesie ze sobą wiele radości, ale także i obowiązków. Otoczenie wymagając od naszych pociech jednocześnie wymaga i od nas, a presja społeczna, która każe być coraz lepszym, ciąży na dzieciach od najmłodszych lat. Już rozpoczynając szkołę podstawową muszą pracować na jak najlepsze rezultaty – to od nich zależą kolejne etapy edukacji, a nawet przyszłej pracy. Dzisiejszy gimnazjalista musi mieć w sobie wiele determinacji i samozaparcia by osiągnąć zamierzony cel – korepetycje, zajęcia dodatkowe, sport oraz nauka języka obcego, która stała się rzeczą oczywistą. Na rodzicach natomiast ciąży nie tyle konieczność finansowania edukacji swoich dzieci, co wspierania ich w wysiłku i pomoc w pokonywaniu przeszkód, jakie niejednokrotnie napotkają na swojej drodze w zdobywania wiedzy.
XXI wiek dał nam wiele możliwości, których nie mieli nasi rodzice czy dziadkowie. Możemy pracować, uczyć się nie tylko w ojczystym kraju, ale również poza jego granicami. Wyjazdy na semestr szkolny zagranicę są coraz bardziej popularne, a najbardziej pożądaną destynacją są nieustannie Stany Zjednoczone. Naturalnie, główną motywacją takiego wyjazdu jest nauka języka. Uczniowie chcą również poznać styl życia amerykańskiej młodzieży i zobaczyć jak naprawdę wygląda American High School. Uczeń, który zostaje rzucony od razu na głęboką wodę, wśród rówieśników mówiących innym językiem, niejako zmuszony jest do interakcji i oswojenia się z obcą kulturą. Nie jest to zatem nauka języka sama w sobie – pozwala również na pozbycie się onieśmielenia towarzyszącego początkującym oraz tym, którzy pomimo zdobytej wiedzy nie mają odwagi z niej skorzystać. Ktoś mógłby powiedzieć – oczywiście mogę wysłać swoje dziecko za granicę, ale równie dobrze mogę wynająć native speakera, który będzie z nim rozmawiał nawet 5 godzin w tygodniu. Nic bardziej mylnego. Nawet jeśli nastawimy się na finansowanie intensywnego kursu dla naszego dziecka, nie mamy pewności, że przyswoi on język w takim stopniu jak uczeń, który nieustannie obcuje z językiem przez 5 a nawet 10 miesięcy! Biorąc natomiast pod uwagę kwestie materialne, różnica jest niewielka. „Koszt wyjazdu na 10 miesięcy do amerykańskiej szkoły to wydatek rzędu 21 tysięcy złotych podczas, gdy intensywny kurs z nativem to jakieś 18 tysięcy rocznie. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że doświadczenia jakie zdobędzie dziecko nie da się kupić” – mówi Diana Załoga z firmy Why Not USA, która oferuje program „Rok szkolny w USA” i umożliwia uczniom naukę w amerykańskiej szkole średniej. „Z programu mogą skorzystać osoby pomiędzy 15 a 18,5 rokiem życia, których język angielski jest na poziomie minimum średniozaawansowanym” dodaje Załoga.
Bez wątpienia języka najlepiej się uczyć w obcym kraju, gdzie jesteśmy zmuszeni do posługiwania się nim na co dzień. Żadne zajęcia szkolne nie zastąpią „żywego” kontaktu z językiem. W amerykańskich szkołach uczą się nie tylko Amerykanie, ale również młodzi ludzie innych narodowości, posługujący się w różnym stopniu angielskim i posiadający inny akcent. Przebywanie i nauka wśród nich staje się o wiele ciekawsza, a także pozwala zrozumieć i zaakceptować odmienną od naszej mentalność. Taki kontakt pomaga w nabraniu pewności siebie, a w przyszłości przełoży się na łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Dodatkowo mieszkając u amerykańskiej rodziny młody człowiek poznaje nie tylko kulturę, zwyczaje i tradycje, ale także codzienne zachowania, które notabene są tymi obrazującymi prawdziwe życie w Stanach Zjednoczonych.
Taki wyjazd to nauka, doświadczenie, ale przede wszystkim przygoda życia. Przygoda, która poszerza horyzonty, uczy samodzielności i odpowiedzialności, kształtuje charakter. Jest o także furtka otwierająca drzwi do lepszego świata i nowych możliwości. Od nas tylko zależy czy zechcemy nacisnąć klamkę i wejść do środka.


_s400.jpg)




Bądź pierwsza - Napisz komentarz