Sześćdziesiąt lat to pora deseru na bankiecie życia
Emerytura jest bez wątpienia najbogatszym okresem naszego życia, który najlepiej oddaje naszą osobowość. Jest rezultatem nauki, eksperymentowania, sukcesów i porażek, jednych i drugich równie kształcących, stanowiąc kapitał, który szkoda byłoby zostawić odłogiem.
Magdalena Smeder:
„Sześćdziesiąt lat to pora deseru na bankiecie życia” – to cytat z pana książki, co robić, żeby każdy z nas mógł tak powiedzieć po przejściu na emeryturę?
Bernard Ollivier:
Wydaje mi się bardzo istotne przygotowanie się do emerytury. Emerytura to nie wakacje, to nowy okres w naszym życiu. Zmieniają się reguły gry. Zyskujemy czas, tracimy siłę nabywczą… i niektóre zdolności fizyczne oraz pamięciowe. To jest tak ważne, że postanowiłem stworzyć „szkołę emerytury”, aby ludzie mogli, na długo przedtem poświęcić się wypracowaniu swego pomysłu na tym etapie życia.
Magdalena Smeder:
Emeryci w Polsce nie zawsze mają piękne życie, a starość nie proponuje im niczego oprócz skromnej emerytury. Skąd w takiej sytuacji można czerpać siłę, planować, cieszyć się życiem?
Bernard Ollivier:
Emerytura to czas możliwości. Ci, których zadowala bujany fotel, sami rezygnują z jedynej interesującej roli, jaką mogliby zagrać: samorealizacji i ucieczki przed stereotypami. W jakim bowiem wieku mamy tyle wiedzy, doświadczenia i wolnego czasu? Oczywiście jest wiele powodów, by się bać. Zdrowie, młodość, przyjaciele, wszystko, co mieliśmy wcześniej znika. Istniej ryzyko zawieszenia w pustce, gdy nie stworzymy sobie nowych zadań. Emerytura trwa długo. Trzeba mieć pomysł i być przygotowanym.
Magdalena Smeder:
A zatem aktywność do późnej starości, to jest to, co trzyma przy życiu ?
Bernard Ollivier:
Oczywiście! Aktywność przydaje energii. Udowodniono, że aktywni emeryci tracą pamięć wolniej niż ci nieaktywni, i nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że później umierają. Jak wyobrazić sobie szczęśliwą końcówkę życia, jeśli po przebudzeniu mamy w perspektywie tylko zakupy w supermarkecie?
Żyć można tylko pod warunkiem, że każdego ranka mamy na to wielką ochotę. Jeśli tak nie jest, gaśniemy pełni żalu...
Magdalena Smeder:
Ruszył pan w podróż Jedwabnym Szlakiem , z jednego z etapów podróży przywieźli pana na noszach, zupełnie wyczerpanego. Nie boi się pan ryzyka ?
Bernard Ollivier:
Jedwabny Szlak był czystym szaleństwem. Ale też wspaniała przygoda, która nadał blasku mojej emeryturze. Spotkałem również człowieka, który przez dziesięć lat emerytury budował w ogrodzie łódź, którą potem wyruszył w rejs po Atlantyku. Czyż to nie jest właśnie sfera marzeń? Po takich przygodach jestem bardziej wiarygodny i mogę z czystym sumieniem powiedzieć wszystkim emerytom, że życie zaczyna się po sześćdziesiątce.
Magdalena Smeder:
Jakie są pana plany?
Bernard Ollivier:
W wieku siedemdziesięciu lat jestem niewątpliwie trochę starszy, ale wciąż zastanawiam się nad kolejnymi dziesięcioma latami.
Chodzi o to, żeby realizować marzenia i utopie, które nosimy w sobie od dzieciństwa, albo które pojawiają się, gdy staliśmy się dorośli. Należy przede wszystkim wysoko mierzyć. Ten, kto nie ma planów, jest martwy za życia. Przygodę znaleźć można na rogu ulicy. Trzeba wstać z fotela i się tam udać..
Magdalena Smeder:
Co chciałby pan powiedzieć polskim czytelnikom?
Bernard Ollivier:
Nie pozwólmy, aby deprecjonowano osoby starsze poprzez uciekanie się do śmiesznego wybiegu językowego – nazywanie ich „seniorami” lub osobami w „trzecim wieku”. Słowa te spychają je na boczny tor. Mówmy po prostu – „Starsi” .
Chciałbym, żebyśmy my, starsi, przyczynili się do ewolucji świata i spróbowali – dzięki czasowi, jakim dysponujemy – przywrócić mu odrobinę piękna. Żebyśmy zbudowali pomosty między pokoleniami, które po nas następują, generacjami naszych dzieci i wnuków. Po prostu, żebyśmy mieli swój wkład w budowaniu lepszego świata.
Magdalena Smeder:
Zrób coś dobrego dla siebie i dla innych, takie mogłoby być przesłanie pana działalności w Seuil*?
Bernard Ollivier:
Seuil to moje największe szczęście. Każdy z nas, w jakimś momencie życia potrzebuje drugiego, który wyciągnie pomocną dłoń, pomoże mu przejść trudny etap. Do mnie wyciągnięto dłoń, otrzymałem pomoc. Ale straciłem tych ludzi z oczu albo odeszli. Moim sposobem spłacenia długu była pomoc młodym ludziom w potrzebie, będącym często ofiarami rodziców lub innych nieodpowiedzialnych dorosłych. Tym młodym, którym nie dano w życiu żadnych pozytywnych przykładów, a których społeczeństwo zamyka w więzieniach, należy podać pomocną dłoń. Jeśli będziemy ich karać, staną się jeszcze gorsi.
Proponując im marsz przez 2000 km z plecakami, w różnych warunkach atmosferycznych, w obcym kraju, zmieniamy tych młodych ludzi w pozytywnych bohaterów, podczas gdy porzuceni przez rodziny i społeczeństwo mogli tylko stać się bohaterami negatywnymi.
Poświęcam wiele czasu i pieniędzy tej organizacji. Robię to, ponieważ podzielam zdanie, że „ci, którzy nie umieją dawać, nie wiedzą, co tracą”.
*Seuil współpracuje z biurami departamentalnymi Aide Sociale à l’Enfance (Pomoc Społeczna Dzieciom) i Ministerstwa Sprawiedliwości (Protection Judiciaire de la Jeunesse). Niektórzy młodzi ludzie zagrożeni karą pozbawienia wolności mogą, zamiast pobytu w więzieniu lub zamkniętym ośrodku wychowaczym (Centre Éducatif Fermé CEF), wybrać pieszą wyprawę. Marsze mogą mieć również charakter prewencyjny i są proponowane młodym ludziom w trudnej sytuacji, którzy nie znajdują w klasycznych strukturach rozwiązania dla swoich problemów.
Z Bernardem Ollivier
rozmawiała Magdalena Smęder
Emeryt, który przekształcił nadmiar czasu w przygodę, rozruszał całą Francję i udowodnił, że wprawdzie życie zaczyna się po sześćdziesiątce, ale nie kończy się zaraz potem.
Wydawnictwo Literackie poleca tę budująca dla obecnych i przyszłych emerytów książkę, która ukaże się w księgarniach już 16 czerwca
Bernard Ollivier, ur. 1938. Francuski pisarz i dziennikarz, mieszka we Francji.
W wieku 16 lat porzucił szkołę, pracował jako doker, kelner, akwizytor, nauczyciel gimnastyki. Maturę zdał niedługo przed 30. urodzinami, aby podjąć studia dziennikarskie. Przez 15 lat zajmował się dziennikarstwem politycznym (m.in. „Paris Match”, „Combat”), potem ekonomicznym i społecznym (m.in. „Le Figaro”, „Le Matin”), pisał też scenariusze. W trosce o zdrowie (gruźlica w wieku 18 lat) zaczął trenować: biegał w maratonach, stał się dobrym piechurem. W oczekiwaniu na emeryturę przebył 2325 km na szlaku do Compostelli.
Już na emeryturze wyruszył w pieszą podróż Jedwabnym Szlakiem ze Stambułu do Chin. Wędrówkę rozpoczął w 1999 r., zakończył w 2002, przeszedł 12 tysięcy km.
EMERYTURA – najlepszym czasem dla człowieka!
Jest z góry określona, przygotowana, skalkulowana. Niektórzy do niej dążą i o niej marzą, inni się jej boją i robią wszystko, by na nią nie przejść. Ale nikt od niej nie ucieknie. Emerytura. Okres wiecznych wakacji lub życia w ponurej stagnacji. Bernard Ollivier po przejściu na emeryturę zastanawiał się, czy to nie będzie początek depresji. W wieku 51 lat stracił i pracę, i żonę – czuł wtedy, że jego życie dobiegło końca. Tymczasem okres ten okazał się najbardziej barwny i emocjonujący z wszystkich etapów jego życia. Ollivier postanowił przekształcić ów emerytalny nadmiar czasu w prawdziwą przygodę – i udało mu się to!
W czym tkwił sekret? Oczywiście autorowi dopisało szczęście, ale przede wszystkim cuda zdziałało otwarcie się na innych ludzi, szczególnie młodych, oraz chęć poznawania świata, czerpania energii z jego uroków i tajemnic. Ollivier podróżował – opuścił Francję i udał się na pielgrzymkę do Santiago di Compostella, a następnie w słynną, opisaną w Długim marszu, podróż Jedwabnym Szlakiem. Udzielał się również społecznie – założył organizację „Seuil”, która umożliwia młodym delikwentom odnalezienie się na nowo w społeczeństwie – zawierał nowe przyjaźnie i cieszył się życiem jak nigdy dotąd.
Książka Olliviera, miejscami wzruszająca, kiedy indziej bardzo zabawna, pokazuje, że osiągnięcie dojrzałego wieku, wkraczanie w „jesień życia”, niekoniecznie musi wiązać się z chorobą, samotnością i oczekiwaniem na nieuchronny koniec przed ekranem telewizora. Każdy, kto ją przeczyta, nie tylko przekona się, iż życie rzeczywiście zaczyna sie po sześćdziesiątce, ale także spojrzy na własną dotychczasową egzystencję z innej strony: czy przypadkiem nie marnujemy danego nam czasu? Czy nie powinniśmy być bardziej otwarci na świat? Czy nie szkoda marnować tylu możliwości, jakie oferuje nam życie?
W tym sensie książka Olliviera może stać się wielką – terapeutyczną wręcz – pociechą i inspiracją nie tylko dla czytelników w jego wieku, ale i młodszych. To opowieść o nadziei, odkupieniu i radości życia.






Bądź pierwsza - Napisz komentarz